Liga Europejska

¡Olé Sevilla!

Przechadzając się wczoraj po Krakowskim Przedmieściu, odczułem wielką dumę z tego, jakim miastem stała się Warszawa. A stała się miastem prawdziwie europejskim, światowym, o najwyższej randze kulturalnej. Niebagatelna historia miasta wywiera wrażenie na każdym, bez wątpienia… ale to nowoczesność i eventy, na które czeka się cały rok, które ogląda ok. 200 milionów na całym świecie, gdzie do Warszawy zjeżdżają tysiące obcokrajowców, umieszczają nasze miasto w koronie Europy obok Berlina, Paryża, Madrytu czy Rzymu. Takim wydarzeniem był Finał Ligi Europejskiej UEFA 2015.

W środę 27. maja 2015 roku Warszawa mówiła w trzech językach. Centrum miasta, Stare Miasto, Trakt Królewski, Metro i okolice Stadionu Narodowego wybrzmiewały językiem hiszpańskim, ukraińskim i językiem gospodarzy – polskim. Magia EURO 2012 powróciła. Śpiewy i tańce, patriotyczne okrzyki Hiszpanów i Ukraińców, kibicowskie przyśpiewki – tego wszystkiego mogli wczoraj doświadczyć mieszkańcy Warszawy. I na pohybel wszystkim, którzy narzekają, ze zamknęli kawał miasta (np. ulicę Francuską, gdzie był „obóz” Hiszpanów) – żyjemy w mieście światowym i należy wreszcie się z tym pogodzić, że czasem występują pewne utrudnienia.

Barwy czerwone i żółto-niebieskie wypełniły warszawskie ulice i w miarę zbliżania się wieczoru spływały w kierunku Stadionu Narodowego niczym wielkie rzeki do oceanu, oceanu naszych marzeń, symbolu nowoczesnej Polski. Przez trzy lata z kawałkiem na arenie im. Kazimierza Górskiego wydarzyło się prawie wszystko – legendarne mecze EURO 2012, koncerty m.in. Madonny i Paula McCartneya, zawody windsurfingowe, wielkie konferencje (np. ONZ w sprawie zmian klimatów; za rok może odbyć się szczyt NATO), targi książek, wszelkie spotkania biznesowe (Narodowy to największa powierzchnia użytkowa wśród wszystkich stadionów Europy), historyczny już mecz z Niemcami, spektakularne otwarcie Mistrzostw Świata 2014 w siatkówkę. Mieliśmy tu nawet Basen Narodowy ;). Teraz dokładamy do kolekcji Finał Ligi Europejskiej.

Gdy 56 tysięcy kibiców zajęło swoje miejsca, a VIP-y (na czele z Michaelem Platinim, Łysym z UEFA i Zbyszkiem Bońkiem) wypełzły z loż i bufetów, emocje zaczęły sięgać zenitu. Wszystko zaczęło się od występu artystycznego, może niezbyt ambitnego, ale na finał Ligi Europy zupełnie wystarczającego. Potem zostali już tylko oni, piłkarze. Drużyna Dniepru Dniepropietrowsk oraz Sevilli. Ukraińcy to wielka niespodzianka turnieju – nikt nie spodziewał się, że dojdą tak wysoko (strzelili tylko 13 goli w całych rozgrywkach – dla porównania Sevilla zdobyła ich aż 28). Teamy nie obfitują w piłkarzy pokroju Leo Messiego, ale (jak mogliśmy się przekonać) w piłkę grają naprawdę dobrze, a co najważniejsze – widowiskowo. Gwiazdą wieczoru był zdecydowanie Grzegorz Krychowiak. Polski czołg środka pola spisuje się rewelacyjnie w Primera Division, gdzie został wybrany do 11 sezonu (obok np. Cristiano Ronaldo, wcześniej wspomnianego Argentyńczyka, czy Daniego Alvesa, który całkiem niedawno obchodził swoje urodziny). Krycha dominuje środek boiska w każdym meczu, a swoim zaangażowaniem i energią wulkanu prowadzi drużynę Sevilli od sukcesu do sukcesu. Dodając do tego fakt, że mecz odbywał się w Polsce, to nie mogło być inaczej – wszystkie oczy były skierowane na Grześka.

Po pierwszych pięciu minutach wydawało się, że faworyzowana hiszpańska drużyna bez problemu upora się z Ukraińcami. Nic bardziej mylnego. Już w 7. minucie po wzorcowej kontrze i dwójkowej akcji Kalinicia i Matheusa padła bramka dla Dnipro (całkiem podobna do gola Lewego w meczu z Grecją w 2012). Sevilla po tym pierwszym, dość niespodziewanym ciosie, szybko się pozbierała i znów nacierała na bramkę bronioną przez Bojke. Próbowali Vitolo i Reyes, ale nie byli w stanie uszczęśliwić swoich fanów. W 25. minucie świetny strzał głową oddał Krychowiak, ale równie efektowną interwencją popisał się ukraiński golkiper. Chwilę później jednak już się udało. Eksplozja radości fanów Sevilli, wzmocniona krzykiem z gardeł tysięcy Polaków, poniosła się po Saskiej Kępie, a na tablicy wyników widniał wynik 1:1 – Grzegorz Krychowiak zapisał się w historii polskiego futbolu złotymi zgłoskami. Sevilla złapała wiatr w żagle i już 3 minuty później było 2:1 dla graczy z Andaluzji. Po pięknym prostopadłym podaniu Reyesa Bacca minął Bojkę i przy słupku wpakował piłkę do siatki. Czerwoni fani oszaleli z radości. Po 30 minutach już było wiadome, że wątpliwości co do atrakcyjności tegorocznego finału były nieuzasadnione. Wydawało się, że Hiszpanie na dobre odzyskali kontrolę na boisku… ale tylko wydawało. Rotan i Konopljanka wzięli sprawy w swoje ręce i przez ostatnie 15 minut kreowali ofensywną grę Ukraińców, co przyniosło efekt w postaci przepięknej bramki z rzutu wolnego w 44. minucie. Rotan ze stoickim spokojem Andrei Pirlo wpakował futbolówkę do bramki Rico. Po 45 minutach mieliśmy 2:2. Cóż za mecz!

W drugiej połowie widać było, że zawodnicy czują presję czasu i wagę każdej straconej (lub zdobytej) bramki. Pierwsze 25 minut (w porównaniu do pierwszej połowy) było całkiem spokojne. I wtedy do głosu znów doszedł rewelacyjny Wenezuelczyk z Sevilli. Bacca drugi raz stanął oko w oko z Bojką i drugi raz wpakował piłkę do bramki. Mieliśmy 3:2 i 15 minut do końca – zapowiadało to niezwykle emocjonującą końcówkę! W 80 minucie nieprawdopodobną interwencją popisał się ukraiński bramkarz, który przeszkodził napastnikowi Sevilli w skompletowaniu hat-tricka klasycznego. Dnipro trochę próbowało, ale widać było, że Hiszpanie już nie wypuszczą trofeum z rąk. W 88. minucie cały stadion pogrążył się w ciszy – na boisko nieprzytomny osunął się Matheus i wyglądało to naprawdę groźnie. Znoszonego na noszach Brazylijczyka żegnały brawa od wszystkich kibiców. A warto tu dodać, że bilety na wczorajszy mecz wykupili kibice (uwaga) 91 narodowości. Po całym zdarzeniu nikt już nie wierzył w zwycięstwo Dnipro (musieli grać w 10). Kiepskie dośrodkowania z łatwością wybijali hiszpańscy defensorzy. Po jeszcze jeden akcji Hiszpanów sędzia Martin Atkinson zagwizdał po raz ostatni. Sevilla obroniła puchar!

Dnipro Dniepropietrowsk – Sevilla FC  2:3

Bramki: Kalinić (7.), Rotan (44.) – Krychowiak (28.), Bacca (31., 73.)

2 myśli nt. „¡Olé Sevilla!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.