studio

Zapiski z dwunastu metrów nad poziomem bruku vol.1

Nie wiem, czy wiecie z jakim obrzydzeniem siadam do tego tekstu. Coś czuję, że ta fucha skutecznie odrzuci mnie od komputera na dobre. A przynajmniej na jakiś czas. Bo w ogóle to, co tu się dzieje? Generalnie, to od równo tygodnia nie jestem zobowiązany żadnym regulaminem nakazującym obnoszenie się po szkole z kulturą pod groźbą skargi do rodzicieli. Jestem jednym z tych szczęśliwców, którzy już w procesie „edukacyjnym” Batorego nie uczestniczą. Ufff.

Do rzeczy, bo znów zgubiłem wątek.

  Jestem absolwentem liceum im. Stefana Batorego. Doświadczyłem tej szkoły w stopniu już odpowiednim. Trzeba w końcu wychylić kiedyś swój żydowski nos poza ciut shermetyzowaną budę. I tak trafiłem do radia. I spróbuję jakkolwiek się podzielić jak to radio się je. I czy da się je zjeść, strawić, czy co tam wam bebechy podpowiadają.cloud_city_by_verticaldubai-d4t820g (1)

Dnia 24 maja miałem swój pierwszy krok w eter. Trzeba było odbyć rekrutację. Rockandrollowo. Nie każdy na rozmowie kwalifikacyjnej jest częstowany herbatką i nasionami ze słonecznika. Bywa. W ogóle ciekawą sprawą wydaje się proces kwalifikacyjny takiego niedoszłego studenciaka. No bo co on może umieć? Czy ktokolwiek łudzi się, że będzie umiał kilka dni po maturze wysławiać się po ludzku? No, nieważne. Grunt to jakikolwiek błysk w oku i brak zadęcia. A przynajmniej tak mi się wydaje. W każdym razie udało się. Dostałem tydzień próbny.

heheszke

Myśleliście, że reportażysta to wesoły luzak, który z bólem głowy po ostatnim wypadzie do dwudziestoczterogodzinnego wstaje i przeklina świat? Potem lekko zmęczonym brzaskiem słońca wzrokiem wodzi po pokoju w poszukiwaniu pierwszej lepszej koszuli i paczki papierosów. Po jakiejś godzinie wyłazi z kamienicy i zupełnie wyluzowany trafia do studia, by jeszcze rannym zachrypniętym głosem obwieścić światu relację z, dajmy na to, jakiegoś koncertu. Oczywiście takiego, o którym nikt nie słyszał. Chyba nie, choć mam pewne przesłanki, że mogą istnieć tacy ludzie. Tyle, że oni nie są reportażystami; a w każdym razie nie w pełni. Albo mają późniejsze zmiany.

A może to ktoś, kto budzi się też w kamienicy, ale w brazylijskiej fawelli około 5:15 i zbiera swoje rękopisy z podłogi, bo nocny wiatr rozsypał je po wybrakowanej podłodze? Potem wychodzi w teren i poetyckim językiem któregoś z naszych wieszczów opisuje pierwsze promienie słońca przebijające przez nieznacznie zauważalne dziury budynków, których specyficzne piękno zarazem przyciąga, jak i odrzuca. Nie wydaje mi się. Po pierwsze to raczej jakiś „ciekawy gość zapraszany jak cudem wróci z przygody i zdąży się umyć. Po drugie tacy amatorzy codziennego piękna często niestety nie wyjeżdżają z raportami poza swój powiat. Po trzecie nawet jeśli byś znalazł się w takiej sytuacji, to twój raport zostałby wciśnięty gdzieś około 6, gdzie dostałbyś swoje 5 minut na dźwięk. Szkoda, że oprócz kilku pracowników poczty i jakiegoś znerwicowanego taksówkarza nikt cię nie usłyszy.

Nie warto sobie wyobrażać, że to łatwy kawałek chleba. Że walniesz taki reportaż, że połowie studia opada szczęka. Radio cechuje się krótkimi komunikatami. Szczególnie w kwestii opinii. Twoje zdania mają być krótkie i nieskomplikowane. Bardzo. Klarowne. Wyobraźcie sobie taki komunikat: „Poseł partii X wypowiedział się z nieukrywanym zachwytem o przegłosowaniu nowej ustawy, która ma na celu kompleksowe i precyzyjne reformy służby zdrowia polegające na zredukowaniu liczby pracowników administracji, finansowanych przez nasze kieszenie, oczywiście”. Jeśli po przeczytaniu zerknąłeś jeszcze raz na początek zdania, by sprawdzić o czym było, to znaczy, że masz dobre odruchy i jeszcze nie śpisz. Podobnie z resztą jest w telewizji. Zdania wielokrotnie złożone są po prostu niekomunikatywne. Pamiętajmy, że większość z tych komunikatów ma za zadanie po prostu przedstawienie problemu. Tyle. Żadne „pola przepasane wstęgą, miedzą zieloną” nie mają miejsca w eterze. Co najwyżej „pola”.

Póki co pora na koniec. Jutro zostanę pewnie wysłany do nagrywania już pijanych (szczęściem i duchem sportowej rywalizacji, oczywiście) kibiców Dnipro i Sevilli. Zapowiadam krótki wpis o sondach. Może o czymś jeszcze, ale pod warunkiem, że nie stanę się prawdziwym dziennikarzem. To znaczy będę miał jeszcze życie prywatne.

 

Bis bald!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.