Top_8_The_Equalizer_Desktop_Wallpaper_08

The Equalizer, czyli nigdy nie wkurzaj pracownika sklepu budowlanego

Parę miesięcy temu internet był zaaferowany (oprócz standardowych rzeczy: kotów i cycków) dwoma filmami akcji, które wręcz ubóstwił stawiając jako wzór dla przyszłych twórców kina. Tymi filmami są: John Wick i The Equalizer. W dzisiejszym wydaniu CzłowiekPR przedstawia:… zajmę się tym drugim tytułem.

Wyobraźcie sobie film o spokojnym człowieku pracującym w takim Lerła Merlę, który cierpi na bezsenność. Co noc chodzi do kawiarni, żeby sobie poczytać książki i wypić herbatę. Przy okazji spotyka młodą rosyjską prostytutkę,która nie boi się oddać klientowi, kiedy ten ją uderzy. Widzicie w jakim kierunku to zmierza? Nie będzie wielkim zaskoczeniem, że nasz wesoły ziomek jest byłym agentem czegoś tam i została u niego przelana czara goryczy, jeżeli chodzi o zło na tym świecie. Co się dzieje dalej, to już chyba spojler, a poza tym wierzę w wasze umiejętności przewidywania.
Rozwijając myśl o zaaferowaniu: każdy post na 9gag-u dotyczący tego filmu był postem chwalącym, zero krytyki. Taka solidarna postawa internautów może zdziwić biorąc pod uwagę to, że w większości to przechodzący przez dojrzewanie trzynastolatkowie oraz jednorożce. Jedyne, co internet zdradzał oprócz stwierdzenia zajefajności tego filmu, było określenie go mianem bardzo krwawego. Wiedząc tyle, i tylko tyle, przystąpiłem do obejrzenia tego „arcydzieła” i … zawiodłem się. Ostatni raz zaufałem jednorożcom internetowym w ocenie filmów. Możliwe, że właśnie przez moje wygórowane oczekiwania, do których ten film nie dorównał, moja ocena jest negatywna. Lista elementów filmu, na których się zawiodłem nie jest długa – jest to w zasadzie tylko jedna rzecz: fabuła. Biorąc jeszcze raz pod uwagę internety, stwierdziłem przed obejrzeniem, że to nie jest film z gatunku: „zabili go i uciekł”. Niestety, stworzenie takiego filmu i opakowanie go w kameralną scenerię nie zrobi z niego arcydzieła. Nie oszuka to także widza i nie odwróci jego uwagi od schematyczności fabuły oraz jej przewidywalności.
Jak na razie piszę recenzję filmu, który miał być w zamyśle wybitnym tworem artystycznym. To, że The Equalizer takim dziełem nie jest, nie zmienia faktu, że nie jest to film zły. Fabuła trzyma się przysłowiowej kupy i zdecydowanie nie jest to film klasy „B”. Skrytykowana przed chwilą kameralność nie jest w żadnym wypadku oznaką jego kiczowatości, wręcz przeciwnie. Z pozytywów mogę dodać również dobrą pracę wykonaną w stworzeniu dwóch głównych bohaterów: ciekawym pomysłem jest pokazanie dwóch szaleńców, którzy bez skrupułów zabijają kogo popadnie, a są po dwóch stronach barykady „dobro – zło”. Można się tutaj zagłębiać w istotę natury ludzkiej, że wszyscy jesteśmy szaleńcami i tak dalej… ale nie chce mi się (after all to tylko film akcji, nie?). Denzel Washington oczywiście stanął na wysokości zadania, jeżeli chodzi o grę aktorską, a co do innych aktorów – nie było źle. Wielkim plusem jest tutaj muzyka – przyzwyczajony jestem do muzyki w filmach akcji wykonywanej przez zespoły smyczkowe. W tym przypadku muzyka w większości to ciężkie brzmienie gitarowe, które w połączeniu z mocnym rytmem perkusji stwarza prawdziwy obraz krwawej jatki, jaka serwowana jest nam na ekranie.
I właśnie taki jest problem z tym filmem – jest on zawieszony gdzieś w szarej materii pomiędzy kinem akcji typu: „jestem zły i zniszczę świat i nikt mi nie przeszkodzi oprócz największego badassa, którego nie zabiłem w pierwszej scenie, mimo że miałem do tego okazję”, a kinem akcji, tylko trochę ambitniejszym. Przez taką patową sytuację nie mogę wykonać swojej pracy (ta, jak gdyby ktoś mi za to płacił), bo albo za bardzo posłodzę pisząc, że udało się coś więcej wyciągnąć z filmu akcji lub za bardzo skrytykuję, bo to nie było to, czego się spodziewałem. To, jak ocenicie ten film, to wasza sprawa.
Problemem, do którego jeszcze wrócę jest reakcja internetu na to „nowe” kino akcji. Obejrzawszy filmy akcji z lat ’90, mogę jedynie stwierdzić, że kino z „ostrą” akcją nie jest żadną nowością. Krew jest tam głównym bohaterem, obok jakiegoś mięśniaka łamiącego te wszystkie kości. Pytanie samo się nasuwa: „Czy ludzie zapomnieli o tamtych filmach i teraz na nowo taki styl odkrywają, czy to tylko opakowanie z kameralności jest potrzebne do zaszufladkowania filmu, jako arcydzieło?”. Odpowiedz pozostawiam wam, potraktujcie to, jak pracę domową. Kończąc tę recenzję: Nie zawiedziecie się , jeżeli chodzi o ilość krwi i akcji, lecz jeżeli szukacie głębszej i bardziej rozbudowanej akcji, to coś tutaj dzwoni, ale nie wiadomo w którym kościele.
Mam dylemat, ale co tam… polecam,
CzłowiekPR

Ps: jeżeli macie jakieś wątpliwości, co do moich prac, to po pierwsze – mam was gdzieś, po drugie – mój ostatni wpis był taki dobry, że przez cały wieczór strona nie działała. I kto tu jest najlepszy?

Pps: tu go sobie ogarnijcie

Ppps: że wpis, nie film.

Pppps: nie piraćcie.

Ppppps: ja mogę, wy nie.

Pppppps: dobra, starczy już może.

Ppppppps: a może nie?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.